Zmiana planów: Zmniejszyłam moje wielkie bengalsko-boryskie wesele

W wyniku globalnej pandemii koronawirusa, pary na całym świecie muszą podjąć bardzo trudną i często rozdzierającą serce decyzję o odwołaniu, przełożeniu lub zmianie swoich najlepiej ułożonych planów ślubnych. Aby podzielić się ich historiami – i, miejmy nadzieję, pomóc naszym czytelnikom uporać się z tą emocjonalną i płynną sytuacją, prosimy osoby dotknięte tą chorobą o podzielenie się swoimi historiami „zmiany planów” własnymi słowami. Poniżej, Anina Bose opowiada swoją historię z New Jersey.

Emocje, które odczuwałam najbardziej, były prawie jak złamane serce – wiem, że to trochę dramatyczne. Ale kiedy planujesz coś tak ważnego jak twój ślub od ponad roku, wlewasz w to całe swoje serce i duszę, a potem na kilka miesięcy przed wszystkim widzisz, że wszystko zostaje zamknięte – złamane serce to jedyne odpowiednie słowo. W kwietniu zeszłego roku, mój narzeczony (obecnie mąż) i ja, wraz z niezliczonymi innymi zaręczonymi parami, doszliśmy do trudnego wniosku, że nasze dwudniowe, 300-osobowe, mieszane bengalsko-borykańskie zaślubiny będą musiały zostać przełożone z powodu pandemii. Nasze pierwotne plany były wielkie, delikatnie mówiąc…

Ponieważ rodzice mojego męża mieszkają w Puerto Rico, nasze rodziny po raz pierwszy spotkały się osobiście. Najbardziej ekscytującą rzeczą, jaką powiedziałabym o ślubie było nasze miejsce – Pleasantdale Chateau w West Orange, New Jersey – ma ono 30 pokoi na miejscu. Wszyscy mieliśmy się tam zatrzymać na ten zabawny weekend, podczas którego spędzimy naprawdę dużo czasu razem. Film „Ghost of Girlfriend’s Past” jest zawsze moim ulubionym i jeśli pamiętacie to w tym filmie, całe przyjęcie weselne, z rodzinami włącznie, zostaje na terenie wesela. Bardzo podobał mi się pomysł spędzenia czasu w miejscu, w którym zamierzałam wziąć ślub, poza samą ceremonią i przyjęciem z obiadami i śniadaniami, a także formalnymi funkcjami ślubnymi.

Zdjęcie autorstwa Peaberry Photography

To miał być mój wielki, tłusty portorykańsko-indyjski ślub – coś, o czym marzyłam od zawsze i o czym obecnie wciąż marzę. 

Jako część mojej kultury, sangeet miał miejsce w pierwszym dniu. Jest to wydarzenie przedślubne w Indiach, gdzie panna młoda, pan młody i ich rodziny wykonują zabawne tańce i przedstawienia jako celebrację waszej miłości. Właśnie zaczęliśmy pracować z choreografem. Planowaliśmy również baraat, czyli wjazd pana młodego, który odbywa się na koniu ubranym w strój hinduski wraz z orszakiem rodziny i przyjaciół, nasz odbywa się przy dźwiękach muzyki hinduskiej i portorykańskiej/latynoskiej. Po ceremonii hinduskiej miała nastąpić ceremonia chrześcijańska, aby uhonorować oba nasze pochodzenia i religie. To miał być mój wielki, tłusty portorykańsko-indyjski ślub – coś, o czym marzyłam od zawsze i o czym obecnie wciąż marzę. 

Dla przypomnienia, pierwotnie mieliśmy wziąć ślub w dniach 25-26 czerwca 2020 roku, ale musieliśmy przełożyć nasz „formalny” ślub na 8-9 lipca 2021 roku. Okres niepewności przed zmianą planów był dla nas najtrudniejszy do pokonania. Kiedy w końcu podjęliśmy decyzję o przesunięciu terminu, poczuliśmy ulgę, ponieważ dalsze życie w tym stanie zawieszenia nie popchnęłoby nas do przodu. Ostatniego lata podjęliśmy decyzję, aby wziąć legalny ślub i zorganizować mikro wesele w domu moich rodziców w Short Hills, New Jersey, we wrześniu 2020 roku. To była decyzja podjęta w ostatniej chwili, chcieliśmy wziąć legalny ślub w 2020 roku, ponieważ w tamtym czasie nie wiedzieliśmy nawet jak będzie wyglądał rok 2021. To było bardzo DIY affair, ponieważ nie miałem planisty wydarzeń, który by wszystko koordynował.

Oczywiście, było mnóstwo stresujących momentów. Wciąż miałam do czynienia z przesuwaniem spraw związanych z dużym, formalnym ślubem, który został przesunięty na inny termin, mając nieco ponad miesiąc na zaplanowanie kameralnego, 35-osobowego wesela. Planowanie dwóch ślubów w czasie globalnej pandemii to nie spacerek po parku. Przeszukałam dziesiątki stron internetowych, aby zamówić wszystkie sztućce, kieliszki, pościel, świece i wiele innych. Musieliśmy zadzwonić do ponad 10 firm namiotowych, ponieważ w tamtym czasie wszyscy wynajmowali namioty na imprezy plenerowe. Moja mikro suknia ślubna, styl indyjskiego domu mody ślubnej KYNAH, była pierwotnie przeznaczona na mój prysznic ślubny. Rano w dniu ślubu, ręcznie malowałam karteczki do aranżacji miejsc siedzących, podczas gdy moja mama składała serwetki w wyszukane wzory, a moja szwagierka piekła i dekorowała wspaniałe babeczki. Ten chaos dodał zabawy i jest czymś, co zawsze będę pamiętać.

Zdjęcie autorstwa Peaberry Photography Zdjęcie autorstwa Peaberry Photography

Zainspirowała mnie estetyka podwórka, typu „garden chic”. Taras moich rodziców, na którym odbyła się ceremonia, jest otoczony bujną zielenią, więc chciałam to wykorzystać w dekoracjach. Chciałam, aby ten dzień był bardzo romantyczny i kapryśny, a ponieważ był to ślub bengalsko-boryski, chciałam również, aby był bardzo żywy i kolorowy. Lampki bistro, dziesiątki świec, jasne letnie kwiaty, delikatna pościel w kolorze kości słoniowej i mieniące się złote akcenty pomogły ożywić ten klimat. Rezultat był w pewnym sensie jak spotkanie Ojca Panny Młodej.

Komentarze |0|

Legenda *) Pola oznaczone gwiazdką są wymagane
**) Możesz używać tych znaczników i atrybutów HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>
Kategoria: Inne