Zmiana planów: Zapomnij o naszym wymarzonym ślubie – zamiast tego kupiliśmy dom

W wyniku globalnej pandemii koronawirusa, pary na całym świecie muszą podjąć bardzo trudną i często rozdzierającą serce decyzję o odwołaniu, przełożeniu lub zmianie swoich najlepiej ułożonych planów ślubnych. Aby podzielić się ich historiami – i, miejmy nadzieję, pomóc naszym czytelnikom uporać się z tą emocjonalną i płynną sytuacją, prosimy tych, których ona dotknęła o podzielenie się swoimi historiami „zmiany planów” własnymi słowami. Poniżej Hannah Freedman opowiada swoją historię z Brooklynu w Nowym Jorku.

Ślub w miejscu docelowym był dla nas całkowicie odpowiedni. Nie tylko Neil i ja zaręczyliśmy się na balkonie w pokoju hotelowym pod sam koniec stycznia 2020 roku, ale podróże zawsze były czasem zaplanowanym, czasem przypadkowym wątkiem, który nas połączył. 

Spotkaliśmy się przez czysty przypadek dzięki podróży. Właśnie przeprowadził się z Los Angeles do Południowej Dakoty i rozpoczął pracę w stanowym departamencie turystyki. Już po dwóch tygodniach Neil został poproszony o bycie dodatkowym kierowcą dla dużej grupy dziennikarzy podróżniczych. Oczywiście, byłem jednym z tych dziennikarzy i spędziłem tydzień jazdy shotgun jak dał mi wycieczkę po stanie. Kiedy wspomniał, że kiedyś kupił bilet lotniczy w ostatniej chwili, aby podróżować po Europie przez dwa tygodnie, wiedziałem, że jesteśmy bratnimi duszami.

Ale dopiero gdy wpadliśmy na siebie ponownie, gdy odwiedzał przyjaciela w Nowym Jorku, naprawdę się polubiliśmy. Od tego momentu spędziliśmy rok na randkach na odległość, często spotykając się w różnych miastach w całym kraju, od Nowego Orleanu po Denver. Poznał moich rodziców, kiedy zdecydowaliśmy się na wspólny trekking po Tajlandii, a nawet po przeprowadzce do Nowego Jorku, często dołączał do mnie podczas różnych wyjazdów służbowych, dzięki czemu mogliśmy razem zwiedzić drogę od Londynu po Antiguę.

Naturalnym więc było, że naszą pierwszą myślą był ślub w miejscu docelowym, choć ja chciałam pójść o krok dalej i zamienić go w ślub wakacyjny. Miałam wielkie plany, aby mała grupa naszej najbliższej rodziny i przyjaciół odleciała do odległego miejsca, gdzie wszyscy razem zamieszkamy w przepięknej willi na Karaibach lub w zamku we Francji. Pomiędzy degustacjami wina lub piknikami na plaży, zorganizowalibyśmy niezobowiązującą, ale piękną ceremonię. Bardzo podobał mi się pomysł, że będziemy mogli podzielić się naszą pasją do podróżowania z naszymi bliskimi. I że nie będziemy mieli tylko jednej nocy, którą będziemy wspominać, ale cały tydzień miłych wspomnień, które będziemy pielęgnować.

Bardzo podobał mi się pomysł, że będziemy mogli dzielić naszą pasję do podróżowania z naszymi bliskimi. I że nie będziemy mieli tylko jednej nocy, którą będziemy wspominać, ale cały tydzień miłych wspomnień, które będziemy pielęgnować.

Ale w momencie, gdy zaczęliśmy zastanawiać się nad logistyką planowania ślubu w grupie, nadszedł czas na COVID-19. Najpierw odwołano naszą podróż do Europy, podczas której planowaliśmy sprawdzić lokalizacje. Potem nasze przyjęcie zaręczynowe. Potem nasz cały rok planów podróży, związanych ze ślubem i nie. Przyzwyczajeni do latania raz w miesiącu dookoła świata, nagle zostaliśmy ograniczeni do spędzania każdej wolnej chwili w naszym brooklyńskim mieszkaniu o powierzchni 500 stóp kwadratowych. 

Po raz pierwszy w naszym związku byliśmy całkowicie uziemieni. Mam na myśli to w każdym znaczeniu tego słowa. Jak wiele innych osób, pandemia zmusiła nas do przewartościowania naszych priorytetów i rzeczywistej oceny naszych długoterminowych planów i celów. Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że tak bardzo, jak tęskniliśmy za podróżami, cieszyliśmy się również z tego, że spędzamy więcej czasu w domu razem i że chcemy mieć bardziej trwałe korzenie w Nowym Jorku. Opuszczanie naszego mieszkania tylko na krótkie spacery przez kilka miesięcy uświadomiło nam, jak bardzo potrzebowaliśmy dodatkowej przestrzeni.         

Po raz pierwszy w naszym związku byliśmy całkowicie uziemieni. Mam na myśli to w każdym znaczeniu tego słowa.

Choć marzyliśmy o zgromadzeniu przyjaciół i krewnych, aby świętować z nami w urzekającej scenerii, wybraliśmy to, co uważaliśmy za bardziej praktyczne marzenie: posiadanie własnego mieszkania. Zmieniliśmy całkowicie bieg i zdecydowaliśmy się wykorzystać pieniądze odłożone na nasz ślub jako dużą część zaliczki na mieszkanie na Brooklynie. 

Zamieniliśmy strony z ofertami wynajmu na alerty nieruchomości; zamieniliśmy wycieczki po winiarniach na wirtualne domy otwarte; zamieniliśmy nasz arkusz wydatków ślubnych na kalkulator hipoteczny; i zebraliśmy listę przeprowadzek zamiast sprzedawców. 

Minęły już podróże samolotem do odległych miast, ale szybko odkryliśmy, że wypożyczanie Zipcarów, aby odkrywać nowe dzielnice na własnym podwórku, może być równie ekscytujące. Przemierzaliśmy nowe dla nas aleje z malowniczymi brownstones, wiktoriańskimi domkami dla lalek i strzelistymi drapaczami chmur, zatrzymując się po drodze, aby wskazać, co może być naszą nową, ulubioną kawiarnią lub fantazjować o sąsiadach, którzy pewnego dnia zaproszą nas na kolację na swoim ganku. W końcu znaleźliśmy to jedyne i we wrześniu wprowadziliśmy się do naszego własnego kawałka raju. 

Nie umknęło naszej uwadze, że mieliśmy ogromne szczęście, iż w momencie wybuchu COVID-19 byliśmy dopiero na początkowym etapie myślenia o naszym ślubie, więc nie zdążyliśmy jeszcze wpłacić żadnych pieniędzy na lokal i nie musieliśmy nawet formalnie przesuwać naszej daty, co znacznie ułatwiło nam dokonanie tak ogromnej zmiany. Ale po kilku miesiącach ustalania

Komentarze |0|

Legenda *) Pola oznaczone gwiazdką są wymagane
**) Możesz używać tych znaczników i atrybutów HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>
Kategoria: Inne